Nie pisałam... Mam za dużo czau na myślenie.
Postanowiłam zaakceptować siebie... Żeby nie wpaść w jakiś obłęd i zaburzenia odchudzania, owszem.. odchudzam się dalej ale nie liczę każdej kalorii wrzucanej do ust.
Waga wskazała
63,3... czyli spada w dół.
Dziewczyny jesteśmy piękne, wszystkie razem i każda z osobna, rozumiemy się?
Wystarczy lekki makijaż, dopasowany ubiór i jest git. Nie przejmujmy się wszystkim, każdą kalorią, każdym wzrostem wagi... Jeżeli my nie będziemy siebie akceptować, to kto to zrobi za nas?
Jutro dzień bezdietowy, dostałam się na drugi kierunek TECHNOLOGIĘ DREWNA i robię małe przyjęcie.. znaczy przychodzi do mnie przyjaciel (H.:)) razem ze swoją mamą. Nasze mamy się przyjaźnią, a ja chciałam ten wieczór spędzić z mamą, więc wyszedł taki plan.. będzie sałatka gyros, grill, drinki, rogale z ciasta francuskiego na słono i inne przysmaki... Nie mam zamiaru sobie niczego odmawiać, najwyżej będę się dłużej odchudzać, nie wpadajmy w paranoję...
Trzymajcie się:*