Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka

O mnie

Jestem internetowe zwierzę, i to od bardzo dawna. Pierwsze komputery własnoręcznie sobie składałam, tak zwane klony ajbiema. Czytywałam kiedyś namiętnie fantastykę, teraz jakby mniej. Lubię wyprawy rowerowe, baseny z nie za zimną wodą, żeglowanie po Cykladach, długie sexualne sesje, koszenie trawnika.... Ach, i jeszcze - byłam kiedyś, przez 3 lata, Pierwszą Damą polskiego Tomb Raidera. ______________________
_____________
Mam pamiętnik otwarty dla wszystkich. Nie ma potrzeby zapraszania mnie do znajomych. Jeśli ktoś chce mnie czytać i śledzić na bieżąco - to wystarczy dodać do ulubionych pamietników. Bo wśród vitaliowych znajomych chcę mieć tylko prawdziwych ZNAJOMYCH.

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 648182
Komentarzy: 11737
Założony: 16 marca 2009
Ostatni wpis: 24 maja 2012

jolajola1

kobieta, 50 lat, Warszawa

158 cm, 59.20 kg więcej o mnie


Postanowienie noworoczne: w wiecznej pogoni za stabilnym 55

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

gupikowaty czas

28 sierpnia 2009 , Komentarze (2)

Wczoraj wieczornonocnie 27 kilometrów na rowerze. Dzisiaj za dużo zassanych kalorii. Dzisiaj bez roweru, bo mnie moi faceci z godziny na godzine zwodzili, wnuczek, synalek oraz Pan i Władca. Dzisiaj za dużo roboty, jeszcze nie skończyłam. A jest już 23:22. Siedzę, z przerwami, przy kompie od 9 rano. Jeszcze z godzinę. Zaraz zamienie się w ludzkie gógle z funkcją zapisywania oraz umiejetnością rozpoznawania, która informacja jest istotna.

ZWARIUJĘ

na wagę jutro nie staję, to tak, dla higieny umysłu

Dodaj komentarz

oszalała waga

27 sierpnia 2009 , Komentarze (2)

Ona jest nienormalna, ta szklana waga. Raz stoi w miejscu i za żadną cholerę nie chce drgnąć. Innym razem przez tygodnie skacze radośnie w górę i w dół bez opamiętania i, co gorsza, bez powodu. Albo opada niespodziewanie, gdy, logicznie biorąc, powinna rosnąć.

Proszę bardzo:

Od powrotu z rejsu cały czas dieta 1200-1700 kcali, sporadycznie bywa przekraczana w górę lub w dół. Te kcale to są liczone razem z codziennymi prawie drinkami, czasem jest ich za dużo, ale ? taki lajf....

Na rowerze jeżdżę przez większa część tygodnia. Od 9 sierpnia przejechałam blisko 500 kilometrów, i w słońcu i w chłodzie wieczornonocnym, raz w deszczu, brrrrr. Trasy różne, i ścieżki rowerowe, i jezdnie, i trafiły się 2 downhile i raz jazda po wertepach i chaszczach koło bobrzych żeremi. Skóra na pośladkach niedługo zamieni mi się w pancerz, jak u jakiegoś gada.

A waga radośnie skacze w górę i dół, no i dzisiaj zrobiła mi przyjemną niespodziankę.

4 - 58,5

8 - 59,1

9 - 58,2

10 - 58,4

11 - 58,6

12 - 58,2

13 - 57,8, to drugi dzień okresu, więc spadek wytłumaczalny

14 - 57,3

15 - 57,8

17 - 57,2

19 - 57,4

20 - 58,1, skąd to ????

21 - 59,1, jakim cudem, do cholery ?????

22 - 58,8

23 - 58,4

24 - 57,9 uffff

25 - 57,6

26 - 57,9, a wczoraj były niemalże tylko owoce, dlaczego do góry ??

27 - 56,7, cztery razy stawałam, żeby uwierzyć własnym oczom ...

i niech ktoś mi powie, że proces odchudzania jest logiczny...

 

ps. Po wczorajszych 47miu kilometrach prawie mnie nie bolała pupa, czy to znaczy, że mi ta skorupka już się tworzy?... i jak na to zareaguje Pan i Władca???

Dodaj komentarz

nic mi się nie chce

24 sierpnia 2009 , Komentarze (3)

Wczoraj przejechałam marne niecałe 24 kilometry. Dzisiaj nic. Muszę dać odpocząć skórze na pośladkach.

Wczoraj zassane 1267 kcali. Dzisiaj zassane 1148. Głównie owoce, jarzynki, pieczywo bez tłuszczu, szynka i drinki.

Waga jakieś nędzne rupie w dół. Cały najbliższy tydzień mam w domu wnuka, więc codziennie będą regularne obiadki. Oj, niedobrze. Oj, przeczuwam podjadanie. Oj...

 

A w dodatku jakiś marazm i niechęć do życia mnie opanowuje.

Dodaj komentarz

sobótka

22 sierpnia 2009 , Komentarze (1)

Zrobiłam dzisiaj rowerem ponad 50 kilometrów. Zasysam codziennie 1200 -1700 kcali. A waga rośnie. Ciutkę. Niewiele. Ale rośnie. A mnie szlag trafia!!!

Próbuję sobie tłumaczyć, że to wypełniają się masą mięśnie, lekko zaniedbane przez wakacje.

Być może. Ale i tak zła jestem. Tak być nie powinno!!! To niesprawiedliwe...

Dzisiaj wcześniej spać. Noooo, może nie tyle spać, co do łóżka. Pan i Władca wrócił.

Dodaj komentarz

czas upału i roweru

21 sierpnia 2009 , Skomentuj

20 sierpnia

Wczoraj na basenie dziecko się poparzyło. No, iście rasowa kretynka ! W Grecji 3 tygodnie leżała plackiem na decku płynącego jachtu, najczęściej toples i nawet jej skóra z nosa nie zeszła. A tu poszła na Warszawiankę na niecałe 5 godzin i wróciła mocno czerwona i z buraczkową twarzą. A w nocy ostry bólowy i łzowy atak poparzonych oczu. I spuchnięta cała twarz.

Od rana latanie po lekarzach, telefon do powinowatej okulistki, leki doraźne, apteka jedna i potem druga. Najgorsze, że dziecko cierpi.....

 

Sytuacja została opanowana popołudniem, wyrwałam się więc na rower dopiero przed 16. Zrobiłam 49 kilometrów i, "tradycyjnie" już, boli mnie tyłek. Tamto poprzednie siodełko było jednak o dwie klasy co najmniej lepsze, tyłek bolał tylko na początku sezonu albo po co najmniej 70ciu kilometrach.

 

Zrobiłam dzisiaj taką rewelacyjną zupę ogórkową, że sama z trudem powstrzymałam się od pochłonięcia drugiego talerza. Oni sie radośnie nie powstrzymywali i gar zupy na dwa, trzy dni już dolnym stanem świeci. Moje kochane wołoduchy

 

 

21 sierpnia

Dzisiaj też jest dzień, a ja od 12 powinnam być luźniejsza z czasem. Więc rower, rower, rower...

Gorsze jest to, że Pan i Władca wyjechał. Na dłużej. Na 2 dni. Na całe 2 dni.

 

Popołudniem zrobiłam 43 kilometry, z ogonkiem. W czasie drogi wypiłam tylko pół litra. po powrocie weszłam niebacznie na wagę i .... TRAFIŁ MNIE NA MIEJSCU NAGŁY SZLAG.

czy powietrze wdychane przeze mnie nie jest cokolwiek mocno kaloryczne ???????

skąd się wziął ten cholerny skok do góry???????

 

ide sobie, bo mnie cholera nosi...

Dodaj komentarz

pyszna kaszanka

19 sierpnia 2009 , Komentarze (4)

No, ta kaszanka rzuciła się na mnie i taka pachnąca, gorąca, prosto z patelni, skwiercząca... sama mi wskakiwała do ust. Dwie porcje tak mi wskoczyły. W momencie wylizania talerzyka - doznałam ostrego ataku wyrzutów sumienia. Wskoczyłam na rower. Zrobiłam po ciemku 19 kilometrów z ogonkiem.

 

Co mi pokaże jutro moja szklana waga????

 

Acha, jutro ma byc bezchmurnie i słonecznie. Planuję sobie, by robotę przełożyć na popołudnie i wieczór, a w dzień ruszyć na dłuższą wycieczkę rowerowa. Przy okazji może sobie odświeżę grecką opalenizną?...

 

Dodaj komentarz

oj

18 sierpnia 2009 , Skomentuj

...jak wyszłam rano, świtem niemalże - to dopiero teraz wróciłam. 15 godzin intensywności. Ledwo żyję.

 

Ale taki dzień w biegu ma niewątpliwe zalety - brak czasu na porządne jedzenie, brak czasu nawet na myślenie o jedzeniu. Tylko coś chapsnąć w biegu. A teraz jestem tak zmęczona, że nie mam nawet siły, żeby otworzyć lodówkę. Daję słowo !

 

Pan i Władca przyniesie mi drinka, mam nadzieję. Ale kto mi łapki rozbuja, żeby umyć ząbki?

 

Dla porządku. Zassane dzisiaj:

kubas kakao i 2 kromki bułki, bez niczego

jabłko

spora porcja sałatki jarzynowej z majonezem, własnej mamie przecież nie odmówię, zwłaszcza, że byłam u niej wszystkiego 14 minut

3 garście malin i mało słodka galaretka, maliny w niej zastygły

 

jutro policzę kalorie, dzis nawet mózg mnie boli ze zmęczenia

Dodaj komentarz

mniej mnie

16 sierpnia 2009 , Komentarze (3)

Każdego dnia troszeczkę jest mnie mniej... Malutką troszeczkę. I zaczynają mi wystawać obojczyki. A brzuch jak wystawał - tak wystaje. Ale przyznać mu trzeba, też troszeczkę mniej. Tylko troszeczkę.

Zapisanie stanu na pasku niestety dopiero w poniedziałek....tyle jeszcze do czekania.

 

Wczoraj na rowerze objechałam całą zachodniowiślaną stronę Warszawy. Kręciłam się również po Bemowie, z radością - że to nie ja -  obserwowałam ludzi stojących w tłumie przed wejściami na koncert Madonny. Zrobiłam prawie 80 kilometrów i mam odgniotki na pośladkach. Nic, na co by nie poradziła gorąca kąpiel z solą.

 

A dzisiaj wieczorem zamierzam znowu zażyć procentowego odmiennego stanu świadomości. Bo mam cholerny powód. I niech wszystko trafi szlag!

 

 

ps

jest noc z niedzieli na poniedziałek, godzina 0:50

przy tej ilosci %, jaką spożyłam - powinnam już orbitować...........

a tu nic,cholera, oprócz pewnych drobnych kłopotów z wymową, nawet pisać w miarę bez błędów potrafię

chromole to !!!

 

 

acha, jutro świtem na peno sie ne bedę ważyć - te kartofelki ociekające tłuszczykiem z karkówki, ten półkilogram moreli.... to mi na pewno nie poszło na minus na wadze....

Dodaj komentarz

owocki, owocki

13 sierpnia 2009 , Komentarze (1)

13 sierpnia

Ponieważ moja szklana waga znowu mnie lekuchno kocha - pozwoliłam sobie dzisiaj na obżarstwo. Owockowe. Kolorowe. Pachnące. Pomarańczowo-rumiane słodkie morele. Jedna malinowo-mechata brzoskwinia. Mleczny koktajl z ciemno-soczystych malin. Winogrona tak żółte, że same z łodyżki spadają. Śliwunie granatowe ze srebrnym nalotem, w środku w kolorze słońca przed zachodem. Wszystko kapiące słodkim sokiem po brodzie, po chciwych palcach, po łakomych zębach.

W ramach "pokuty" 37 kilometrów rowerem, pod wieczór. Gdy wracałam wieczorem nad samym brzegiem Wisły - do oczu, nosa i paszczy wpadały mi muszki i inne ćmole.

Na kolację 4 młode kartofelki, tylko z solą, kremowe słodkim miąższem. Żółtej fasolki szparagowej juz w brzuszku nie zmieściłam...

Drink, albo jeszcze lepiej dwa, i do spania

 

w dół, w dół, w dół !....

14 sierpnia

Wczoraj zassane około 1700 kcali, ostatniego drinka nie dopiłam... Dzisiaj rano waga odrobinę, ale zauważalną odrobinę w dół.

 

Przez dzień cały zassane 1557 kcali, łącznie z łyżką majonezu o świcie, po rozdzieleniu walczących kotów... tak sobie na koci stres liznęłam. Wieczorem niecałe 20 kilometrów przejechane rowerem. Ale już ciemno było i wciąż w dziury wpadałam, kości siedzenia tłukąc boleśnie. Albo wyboje czyniły zakusy na moje zęby.

 

Wieczór boleśnie samotny. Ale tylko jedno czeskie piwo Staropramen. I to rozcieńczane sokiem. W dzień ani kropli % i nawet mnie nie suszy.

 

Dodaj komentarz

najnowsze doniesienia...

13 sierpnia 2009 , Skomentuj

Tu Ptasie Radio. Podajemy najnowsze doniesienia z frontu walki z nadmiarowymi i niechcianymi kilogramami oraz centymetrami.

Waga w dół. Kąciki ust do góry.

Znikające centymetry w tali. Hłe, hłe, znowu mam talię.

Dodaj komentarz