Caly dzien jakis taki rozlazly, krecilam sie caly dzien a w sumie to nic. Maly niedawno zaczal jadac pierwsze zupki i mozna cholery dostac karmiac jego. Poczatki byly okropne, mial wymioty nawet jak tylko juz mial marchewke na jezyku nie mowiac o polykaniu. Skubany bulimik !!! Teraz troche lepiej ale nie chce mi otwierac buzi, zatyka sobie jezykiem. Ale on nie wie na jaka mamuske trafil!!! hihi Zgrzytam zebami, licze do dziesieciu i na nowo i spokojnie a szlag mnie trafia w srodku!!! A tak go interesuje co my jemy, normalnie oczami je nam wszystko z talerzy. No wlasnie oczami a buzki to za nic nie chce otwierac!!! Katary juz przechodza a ze pogoda sie poprawila moze gdzies jutro na normalny spacer sie wybierzemy. bo juz od tego siedzenia w domu to fiola mozna dostac. Aj nie bede przynudzac.
moje dzisiejsze menu: sniadanko (11:00) 2 lyzki serka wiejskiego; lunch (13:30) 2 rolmopsy; obiad (17:30) - losos z cebulka i korniszonem; kolacja (19:30) - 2 kromki chrupiego chlebka pelnoziarnistego, troszke salaty, platerek wedliny; Plyny - te so zawsze
O 20:45 zjadlam kawalek sernika z lodami - buuu. A moze nie buuu, jakos za bardzo nie mam wyrzutow. jakos mi sie wszystko zmienilo, teraz jak sobie pozwalam sobie na cos spoza diety to jakos widze ze mam nad tym kontrole, nie czuje ze wpadne w ciag. Wiecie wczesniej mialam takie glupie myslenie ze jak sobie pozwalalam na cos slodkiego czy cos to juz od razu mialam taki glos w glowie: oj no to juz dzisiaj dzien stracony, no zobacz juz zjadlas czegos nie powinnas to juz sobie daruj dzisiejszy dzien, zaczniesz od jutra!!!! i w taki sposob wpadalam w ciag. A teraz wiem ze nawet jak sobie pozwole sobie na cos (aby nie za czesto oczywiscie) to to nie jest koniec swiata, pozwlalam sobie na to i koniec, wiecej nie ma. A zjadlam ten sernik, bo z wczoraj zostal a ze byl kupowany a V. jadl wczoraj, dzisiaj przed praca i no zostawilam mu tez jeszcze jeden kawalek. jesli nie zje to pojdzie do kosza, wiec szkoda mi bylo wyrzucac az tyle.
"oj no to juz dzisiaj dzien stracony, no zobacz juz zjadlas czegos nie powinnas to juz sobie daruj dzisiejszy dzien, zaczniesz od jutra"
Rany może to ten sam głos co u mnie w głowie ;P
powodzenia z karmieniem młodego! moje na szczęście były bezkonfliktowe pod tym względem, więc niestety nic Ci nie doradzę... strasznie malutko zjadasz kochana! jakim cudem nie padasz? miłego dzionka :)
Kochana miałam to samo z Bartoszkiem, baaa mam to dalej bo właśnie skończyl roczek a nakarmienie go zupka graniczy z cudem. Ale my mamy metodę na Bartka stosujemy metodę BLW poczytaj o niej. Stosuję ja od 5 miesiąca. Małego kładę do fotelika do karmienia, ubrany jest po uszy w fartuszek. Na tależyku ma "dorosłe jedzonko" bardziej rozdrobione, małe kawałki by się nie zakrztusił. Mały je wszystko co ma na talerzyku o ile nie jest to papka i każdy składnik jest osobno. Teraz wiem że to fajna metoda choć początki były trudne, gdyż więcej jedzenia było nan im niz w bużce, teraz nawet wylizuje talerzyk.
Pozdrawiam i życzę umiaru w tym złym dla nas dniu jak "tłusty czwartek"
moj syn ma juz prawie 11 lat i jak byl maly to tez marudzil i to mu zostalo, bo do tej pory prawie wcale nie jada warzyw..ciezko go zmusic do jedzenia wszystkiego....a moja 9- miesieczna corcia na razie lubi wszystko wcina az sie jej uszy trzesa, ostatnio daje je czesto kasze jaglana( jest bezglutenowa) z warzywami i bardzo lubi...takze mam chyba wynagrodzenie za mojego syna..ona je wszystko on marudzi...:)