Odezwał się do mnie mój stary kochanek. dosłownie stary, dosłownie kochanek. oto nasza historia:
Jak w Irlandii chodziłam na kurs angielskiego to wyrwałam mojego nauczyciela :P młodo wyglądał, przystojno, no to brałam... dopiero po miesiącu przyszło mi do głowy, że warto byłoby coś o nim wiedzieć :P okazało się, że ma 36 lat :P a ja wtedy miałam 18 haha :P więc wtedy to była pedofilia z jego strony a teraz to by była nekrofilia z mojej strony- jakbym cośś :P
♥ przy okazji tak się w ekran zapatrzyłam żeby coś mądrego i światłego mu napisać coby pokazać jaka to ja mądra po latach, że jak sięgałam po tabletke skrzypu polnego to prawie połknęłam niemiłą niespodziankę :P ...
dobra rada na dziś: nie łykajcie tamponów (one nie pomogą na włosy i paznokcie...)
♥ przypomniało mi się jak zawsze kupujemy z przyjaciółką frappucino karmelowe w Starbucksie, wygląda to mniej więcej tak:
my: "-Dzień dobry, dwa venti frappucino z bazą light, chudym mlekiem i z syropem karmelowym bez cukru"
sprzedawca: "-z bitą śmietaną czy bez"?
my spuszczamy głowy, zakrywamy się szalikami, kołnierzykami, kapturami i się śmiejemy... sprzedawca się śmieje, ludzie czekający na kawę się śmieją, ludzie za nami w kolejce się śmieją i wszyscy wlepiają gały, żeby zobaczyć jaki będzie finał...
my (nieśmiale przeciągając): " no zzzyyyy....."
iii zakrywamy wstyd rumieńcem i zbieramy błyski zębów dookoła...
płacimy... a moja robi krok w przód...
potem nagle się cofając: "i jeszcze to takie fajne, duże ciasteczko czekoladowe"
...
całe życie na diecie noo ;) ;) ;)
♥ zamówienie odwrotne...:
dzwonimy na kacu do pizzeri... (dwa kobiece głosy na głośniku)
my:"Dzień dobry, Dzwonimy po to, żeby zamówić pizzę"
sprzedawca: "no tak..., jaką?"
my na zmianę (każda rzucając swój jakiś wymarzony składnik): "familijną z kebabem, salami, kabanosem pepperoni, szynką, żeby było na niej 4 rodzaje sera- najlepiej podwójnie Pan nałoży, czosnek, cebula, papryka i oczywiście na grubym cieście i jeszcze jak jest taka opcja to żeby w rogach był ser"
pan:-" a coś do picia?"
my:-"2 red bulle"
my po chwili:-"aaaaaa, są może red-bulle bez cukru?"
pan:-(już nie wytrzymując)-:taaaaak!
my: supcioooo!
Pan parsknął śmiechem, my parskły śmiechem i se tak parskaliśmy przez kilka minut :P potem jak przyszło zamówienie ona poszła zapłacić a ja słysze echo z klatki:
"Zamówienie na koszt firmy, dodatkowo gratis od naszego szefa kuchni, specjalnie
dla Pań druga pizzaaaaaaaa"
dbanie o linie nam wybitnie nie wyszło przez tę pizze gratis :P
omnomnom- cały dzień mnie brzuch bolał aż potem na starówce leżałam pod nocnym na schodach a ludzie po karetke chcieli dzwonić!
♥ niech żyje dieta! ♥
Tyle bym Wam jeszcze napisała, ale nie ma co bo i tak pewnie tego nie przeczytacie całego :) Buzi buzi :**
Na koniec wideo prze które leżałam dziś na dywanie i się kulałam ze śmiechu :P --> PIESECZEK