Historia wagi
w wadze nic specjalnego bo 73.4 już dawno czasami się pojawia, ale mierzenie bioder i brzucha wygląda obiecująco :D Od dawna dawna biodra to 102 a brzuch 91 (wcześniej było więcej grrrrr ) już nie pamiętam kiedy miałam dużo mniej. A dzisiaj niespodzianka. 100 i 87 :) Tylko, że będę się cieszyła jeśli za tydzień będzie podobny wynik. Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni (ale zapowiada
)

i d*pa...
w zasadzie przez zimę straciłam 1,5 kg. To mało czy dużo? Sama nie wiem. Chyba tak sobie.
) bo mama mojego prawie męża ma rękę do wypieków.
Ja chciałabym mieć szczuplejszy brzuch i uda i plecy (więc wychodzi że poprostu się odtłuścić), natomiast bardzo chętnie zostawię piersi no i chcę mieć biodra nadal :D Ok ok nie takie jak teraz ale jednak 
i powinno być bardziej radośnie. Wtedy się pomierzę i zmienię pasek
.
I bardzo się zdziwił, kiedy okazało się, że trafił
Bo był pewien, że czego jak czego ale śledzi na moim talerzu nie uświadczysz 

), że liczy się również spacer do samochodu hahahaha a czasami w moim kochanym mieście, parkuję z 15 , 20 minut spaceru od pracy. Więc w obie strony wychodzi mi ciutkę ruchu 
PAMIĘTAJ : słodycz twój wróg ;p 




bo wszędzie cm bez zmian, tylko pod biustem jakoś ciutkę więcej
No i waga... wrrrr to mi się nie podobuje, tyle czasu już sprawdzam wagę i patrząc na moją osobistą tabelkę wagi i cm to od października do dzisiejszego ważenia straciłam 1.1 kg i 3 cm wszędzie. Ok nawet patrząc na to, że to zima, a ja zimą nigdy nie wyglądam zwiewnie to jednak mi się to nie podoba i już.
Wiem, że u mnie to głównie brak ruchu - i okresowo nadmiar pączków
więc mam nadzieję, że rowerek podgoni efekty. 


Skoro on jest prawie mąż, to mała jest moją prawie bratanicą co myślę, może się spokojnie sprowadzać do rozpieszczania jej i ukochania. Jak nie kochać takiego małego kilkumiesięcznego szkraba? Dla samego faktu, że Oli istnieje już można ją kochać i już. No więc mam szczery plan rozpieszczać tą cudną, wielkooką istotkę i nic mnie przed tym nie powstrzyma 
Się zobaczy.



tylko nie wiem czy to mi się kiedyś uda...
) i ostatnią rzeczą o jakiej marzysz to się rozbierać i mierzyć suknie. SUKNIE nie sukienki. Bo jak mówię "sukienka" to mnie wszyscy poprawiają.
a niech cierpi jak kocha
). No i dlatego jeszcze nie wiem w jaki sposób wejdę w posiadanie sukni ślubnej. Jakoś.
Co prawda za jazdą autobusem do pracy nie tęsknię, ale przesiadka do autka własnego mimo że wygodna jest mało zdrowym rozwiązaniem :) Więc lecę jechać - mam do tego jakąś książkę i sobie będę czytała jadąc 
