jolaps

kobieta, 57 lat, Konin

169 cm, 73.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

piąteczek

25 maja 2012 , Komentarze (1)

Dzisiaj już była ostatnia moja wizyta w ogrodniczym. Kupiłam m.in. zrębki na obsypanie roślin ( coś w rodzaju kory ). Kupiłam w czerwonym kolorze i zielone rośliny na ich tle prezentują się bardzo ładnie. Jeden worek już dzisiaj rozprowadziłam. Jutro resztę rozłożę. Na jutro wyznaczyłam ostateczny termin zakończenia prac oczkowym bo zaczynają się ślimaczyć a mnie się to nie podoba. Kupiłam pelargonie na balkon i zachwyciła mnie jeszcze doniczka z kwitnącym hibiskusem. Nie mogłam się oprzeć. Kwiat ma łososiowo - żółty. Stoi sobie na razie na tarasie. Muszę poczytać o jego uprawie i czy można uprawiać w ogrodzie i czy nie zmarznie zimą. Jak nie to będzie w domu.
Pamiętam z dzieciństwa, że chińska róża miała złą opinię i ze niby szkodzi. Mieliśmy ja wiele lat i nikomu nie szkodziła więc nie wierzę w jej złe moce. To nie mój kwiat ale bardzo podobny.


Wagowo dzisiaj dobrze , czyli na minus choć niewielki. Nie spodziewałam się minusa bo na kolację zamiast mojej salaty zjadłam pozostałe z obiadu ruskie pierogi. Kluchy wszelkiego rodzaju to moja słabość wielka no i zguba też :).
Dzisiaj na obiad też kluchowo. Łazanki z jagodami i jogurtem naturalnym. Uwielbiam. Ale w ciągu dnia była sałata i truskawki na kolację. Zamiast ćwiczeń ruch ogrodowy.
Pogoda fajna. Ciepło ale nie upalnie. Pod wieczór zaczęły kąsać komary. Czyżby miało popadać w nocy?
Komarom i innym żarłokom i krwiopijcom latającym mówię NIE


Piąteczek był udany i mam nadzieję na udany weekend czego sobie i wszystkim życzę.
Dodaj komentarz

nie dałam się

24 maja 2012 , Komentarze (8)

Moją walkę toczę dalej. Dzisiaj było wahnięcie na minus. Moja waga buja się +,- 0,70 prawie codziennie. Jeszcze nie tak dawno - 0,7 kg to był mój efekt tygodniowy. Teraz potrafi być codzienny. Pewnie jutro będzie na plus aż w końcu gdzieś się zatrzyma.
Dzisiaj była w pracy solenizantka Joanna. U mnie nie ma imprez ani imieninowych ani urodzinowych. Wszelkie przyjęcia się skończyły już dawno. Natomiast są życzenia i jakieś ciasto ale w pomieszczeniu kuchenno - jadalnym. Żadnego jedzenia przy biurkach nie ma bo komputery jeść nie lubią a klienci też na to skrępowanie patrzą. W każdym razie ciasto było i ptasie mleczko. Na to ciasto patrzeć nie mogłam. Na wierzchu lukier zemdlił mnie od razu i jakieś wydawało mi się takie słodkie, że nawet nie tknęłam. Kusiło mnie ptasie mleczko. Leżał i kusiło. Więc oddałam innym. Solenizantka nie widziała że nie jadłam bo wcześnie wyszła. Inaczej pewnie bym spróbowała. Za to na śniadanie kupiłam pół kilo truskawek i je sobie zjadłam częściowo bo częścią poczęstowałam koleżanki. Oj jak ja tęskniłam za naszymi truskawkami. Te zagraniczne są tylko ładne. A nasze niewyrośnięte, nie błyszczące, nie okazałe ale jakie smaczne.Nie ma lepszych na świecie.




Dodaj komentarz

bryła baryła cud miód

23 maja 2012 , Komentarze (10)

Burza mnie dopadła na długości 15 m do miejsca schronienia. Nie zostawiła na mnie suchej nitki. To działo się w sklepie ogrodniczym. Miałam blisko żeby się schować ale ulewa była silniejsza. W sklepie pani użyczyła mi ręcznika i położyła kamizelkę na me mokre gołe ramiona. A ja się śmiałam. Dopiero w domu zobaczyłam jak wyglądam. Jak zmokła kura :)). Ale roślinki kupione już wszystkie jakie potrzebowałam. Wiele roślin wypadło przez zimę i musiałam uzupełnić braki. Więcej nic nie kupuję bo to spore wydatki. Oczko prawie gotowe ale jeszcze potrzebuje szlifu. Pochwalę się jak będzie całkiem zrobione. Swój urok pokaże pewnie dopiero za rok bo roślinki muszą podrosnąć ale dla oka z wyobraźnią to nie problem.
Wiele osób pyta o miejsce zakupu mojego ręczniko - szlafroczka. Ja kupiłam na Allegro. Tam wybór spory. Czasami tem produkt ma nazwę ręcznik spa lub ręcznik do sauny.
Wagowo dzisiaj lekki skok w górę. Ale ja nadal przy moich ujemnych kaloriach tkwię. Dzisiejszą sałatkę wzbogaciłam jajkiem bo w związku z ochłodzeniem miałam  większy głód. Przez cały dzień nie jadłam chlebka żadnego a na obiad miałam zupę owocową, czyli zmiksowany kompot lekko zaciągnięty mąką kartoflaną  a na drugie szparagi. Rano chude płatki z jogurtem Activia, który dobrze mi robi na brzuch.Ćwiczeń jeszcze nie podjęłam bo znowu nie mogę się po przerwie zmobilizować. Ale robię trochę w ogrodzie to ruch mam. Prawdę mówiąc już miałam zamiar odłożyć to odchudzanie i wieczne pilnowanie wagi. Niestety tak się nie da. Wspomnienie wielkiej bryły baryły jest ciągle żywe a ja się dam i nie chcę ponownie być bryłą baryłą. Teraz cud miód nie jestem ale jest lepiej niż było.


Dodaj komentarz

walka podjęta ponownie

22 maja 2012 , Komentarze (16)

Ostatnie moje ważenie mocno mnie nie zadowoliło. Musiałam się wziąć za siebie żeby przyrost się nie rozpędził. Skoczyło mi prawie 3 kg i to mi się nie spodobało. Najpierw myślałam , że to może zatrzymanie wody ale coś tam. Ale taka sama waga utrzymywała się przez parę dni. Ostatnio pracuję fizycznie więc mam zwiększone spalanie. Praktycznie wyeliminowałam pieczywo wszelkie. Ale największą zmianę zrobiłam na kolacje. Nie mogę nie jeść kolacji i ze względu na wzmożony apetyt wieczorny i z innych względów. Jadam więc michę sałaty lodowej z pomidorem. Opycham się tym do oporu. Po paru dniach mam już lepsze wyniki i do wagi paskowej pozostało mi 0,7 kg. Mam nadzieję, że pasek dogonię i może jeszcze niżej zejdę bo przecież ta waga paskowa to nie jest szczyt moich marzeń.
Dzisiaj byłam u lekarza ze wszystkimi moimi wynikami. Pani powiedziała że jestem "zdrowa kobita". Poprawa wyników bardzo lekarkę zadowoliła. Mój cholesterol ( wzrost ) ma podłoże genetyczne i leki mam brać dalej ale ma bardzo zadowalający teraz poziom bo spadł z 346 na 134 ( całkowity a ten zły z 263,2 na 69,7. Czyli jest bardzo dobrze.
Prace ogrodowe nadal trwają ale mają się ku końcowi. Zapomniałam się pochwalić że teraz po ogrodzie paraduję w kostiumie kąpielowym a na to mam śmieszny ręczniczko- szlafroczek.



Bardzo wygodny w noszeniu. Trzyma się na rzepy.
Dodaj komentarz

poniedziałkowo

21 maja 2012 , Komentarze (8)

Dzień poniedziałkowy poprawnie, czyli nic złego i pechowego się nie wydarzyło a można by powiedzieć że wręcz odwrotnie, to był dobry dzień.
Wagowo też poprawny ale nie zapeszam. Dobrze, że mniej.
Dietowo zjadłam większe śniadanie ( kanapki z wędliną ), II śniadanie - pomidor, obiad ( 5 knedli z truskawkami ), kolacja sałatka z sałaty lodowej i wielkiego pomidora. Napojów nie podaję bo i tak codziennie pije dużo bo ja pijak jestem :)). Taka jak dzisiaj kolacja bardzo mi odpowiada. Same warzywka ale do oporu. Jestem pełna i to mi wystarczy.
Po pracy dalszy ciąg robót oczkowych. Najgorsze prace zakończone. Teraz będzie ozdabianie. Już kupiłam roślinki wodne różnorakie, w tym jedną lilię bo droga jak diabli, jakieś pływające, lobelię wodną ( nie wiedziałam że jest wodna ) i jeszcze jakieś. Robi się coraz ładniej. Mięśnie po wczorajszych wyczynach mnie bolą a najbardziej łydki i bicepsy. Kręgosłup chroniłam więc bólu dużego nie ma , taki zwyczajny. Wszelki ból przestaje być dotkliwy jak patrzę na postępy robót. Pomimo upalnego dnia już się nie negliżowałam bo ciałko trochę podgrzałam. Ale nie na tyle żeby skóra schodzić miała. Ja od razu opalam się na brązowo więc dzisiaj wyglądałam jakbym wróciła z ciepłych krajów :)). Na te intencję letnią ubrałam się w spódniczkę. Czyli lato rozpoczęłam bo tak to cały rok w spodniach chodzę. Ale nóżki opalone to można pokazać. No i jeszcze radośc taka, że pomimo wzrostu wagi ciuchy z ubiegłego roku są dobre i nie cisną :))).

Takie kwiatki kupiłam

Dodaj komentarz

upalna niedziela

20 maja 2012 , Komentarze (11)

Upalna niedziela i dla mnie pracowita. Ja cały dzień w ogrodzie.Dalszy ciąg robienia oczka.Zrobiliśmy bardzo dużo. Ja osobiście, choć trudno uwierzyć, przerzuciłam ponad tonę kamieni biorąc każdego do ręki i segregując rozmiarami oraz wynosząc na kupki. Plecy mam spalone i pod koniec miałam już ręcznik na plecach.Opaliłam się już na całe lato. Jeśli coś jeszcze wystawię do słońca to tę słoninę na brzuchu. Może się trochę wytopi. Ale to już innym razem. Moje rączki nie dają się do pracy fizycznej. Palce mam ,po wczorajszym oczyszczaniu roślin wodnych, całe w ranach. Ale co tam. Zagoją się a roślinki jak nowe.
Rybki przeprowadzone z samego rana. Cztery nie chciały się przeprowadzić i żaby też. Żaby zaczęły się domagać przeprowadzki ręcznej ale po stworzeniu im warunków same sobie przeskoczyły. Pracowałam mając przeprowadzone rybki na oku. To niewiarygodne jak one się cieszyły. Najbardziej podobała im się płynąca woda z kaskady. Ciągle podpływały i dały się uderzać strumieniem. W ogóle się zachowywały jak małe dzieci w lunaparku. Tak były rozbiegane ze trudno było je uchwycić w kadrze.

Moja waga nadal paskudna. Na śniadanie zjadłam galaretkę z kurczaka. Porcja sklepowa. Na obiad rosół z makaronem a na kolację surówkę z kapusty kiszonej co od wczoraj została. Jeść mi się nie chce, choć nie wiadomo co się jeszcze do nocy wydarzy. Za to piłam dzisiaj jak smok. Zrobiłam lemoniadę z mięty i cytryny. Na razie z ze sklepowych syropów bo moja mięta jeszcze nie urosła.
Mój weekend był oczkowy. Teraz mąż będzie dalej robił sam. Ale najgorsza robota za nami.
Dodaj komentarz

słonecznie, ciepło, pracowicie

19 maja 2012 , Komentarze (10)

Dzień spędzony pracowicie ale cały czas w ogrodzie i w słońcu. Grzało, świeciło ale nie czułam że pali. Dopiero jak pot zaczął mi wpadać do oczu poczułam ciepło. Chodziłam roznegliżowana bo jak nie korzystać z tak pięknej pogody. Pracowałam z mężem przy oczku. Dzisiaj była najtrudniejsza część zadania, czyli kładzenie folii. Ale daliśmy radę i teraz oczko wygląda tak



To oczywiście nie koniec bo trzeba jeszcze obłożyć dobrze kamieniami oraz zrobić ogródki wodne w pierwszych częściach. Najważniejsze jednak że rybki wrócą na swoje miejsce i to ulepszone bo pogłębione. Na razie są w swojej przechowalni i siedzą tu już od stopnienia lodu, czyli dość długo ale musieliśmy poczekać na odpowiednia pogodę.



Jutro będzie przeprowadzka ponad 50 rybek. Są jeszcze zadomowione trzy żaby ale one same sobie przeskoczą. A są to dorodne egzemplarze ładnie zielone i wesoło nam śpiewające.

Dzień słabo się zaczął bo weszłam na wagę. Całkiem niepotrzebnie bo to co zobaczyłam wcale mnie nie zachwyciło. Jest źle. Przymierzyłam w końcu mój stanik silikonowy i owszem może być. W każdym razie biust w nim nie lata. Ale na co dzień nosić go nie będę ale się przyda. Lepiej wykorzystać go mogą osoby o mniejszych gabarytach.
 Pozdrawiam zaglądających i przyznaję, że dzisiaj o wiele przyjemniej było mi tu zajrzeć.
Dodaj komentarz

oczkowanie

18 maja 2012 , Komentarze (13)

Dzisiaj się ociepliło i nawet bez kurtki było za ciepło. Ale w domu jest chłodno. Na dworze cieplej. Wróciłam do domu jakaś ciężka, przygaszona. Nic mi się nie chce. Siedzę przymurowana do kompa i podnieść tyłka nie mogę. Ale to tak do jutra. Jutro ma być ciepło i będziemy z mężem dalej remontować oczko. Folię dzisiaj kupiłam więc mamy czym go wyłożyć. Potem to już kosmetyka, upiększanie. Zaplanowałam ogródek wodny ale będzie troszkę później ze względu na finanse ale nie długo. Na razie są ciągłe spory z mężem. Robi dużo ale jest w tej robocie trochę niechlujny i potem trzeba poprawiać. Chciałby wszystko szybko, szybko a tak się nie da. Ja jestem zdania, że wolę wolniej ale dokładniej i jakościowo odpowiednio. Już widzę jak się jutro będziemy kłócić przy układaniu. Niestety musimy to zrobić sami bo pomocy nie ma. Teraz wygląda tak



W prawej części znajdują się w " przechowalni " rybki które się uratowały. I tak ich jest około setki i nadal się rozmnażają. Mają jednak za ciasno i za płytko. Na remont musieliśmy poczekać z pogodą. Po słynięciu całej wody widać jak bardzo poprzednia folia została uszkodzona. Ale będą miały teraz głębiej i wygodniej.
Tak sobie myślę, czy ja dobrze robię, że codziennie nie dosyć ,że zaglądam do każdego pamiętnika znajomych , to jeszcze zostawiam ślad po sobie. Bo u mnie coś słabo z tymi śladami. Czyżby znowu mnie czekały porządki ?
Dodaj komentarz

zimno i ciepło

17 maja 2012 , Komentarze (4)

Jest mi zimno i mam wzmożony apetyt. To wszystko przez to ochłodzenie. Na duszy jednak robi mi się cieplej bo dzisiaj odezwał się majster od remontu ogrzewania centralnego. Już wycenił robotę. Ja zaliczkę wpłaciłam i mam cierpliwie czekać dwa tygodnie. Teraz mogę sobie pofolgować i nawet włączyć centralne na noc. Koszt wymiany pieca wyniesie mnie tyle co opalanie w sezonie przez pięć miesięcy. Szybko koszt się zamortyzuje. Dla mnie to wielka ulga. Jeszcze nigdy z taką ochotą nie oczekiwałam remontu. Potrwa tylko jeden dzień więc to Pan Pikuś.
Staniczka jeszcze nie mierzyłam bo albo za szybko się rozbiorę i ubiorę albo odwrotnie. Ale obiecuję zdać relację.
Nie przespaną nockę odespałam z nadwyżką bo spałam non stop prawie 12 godzin. Do pracy się spóźniłam ale za to wcześniej wyszłam żeby się zbilansowało :)).
Nie mogę się doczekać ciepełka i odejścia apetytu. A poza tym nic mi się nie chce. Zapał tracenia wagi całkowicie mi odszedł. Na szczęście pozostał utrzymania wagi. Ale się nie ważę od dobrych dwóch tygodni. Zrobiłam sobie urlop od odchudzania. Oczywiście nie pod względem odżywiania bo nowy , stosowany od ponad 2,5 roku sposób wessał mi się całkowicie. Ale nie ćwiczę, nie pływam, nie ruszam się nadmiernie. Nawet jak siądę na rowerek to nie mogę pociągnąć więcej jak 10-15 km. Dla mnie to mało. Ale teraz tak mam.


Dodaj komentarz

samo szczęście

16 maja 2012 , Komentarze (8)

W pracy przekonałam się , że na odcinku 20-30 m z parkingu do biurowca otrzymałam na kaptur kurtki " szczęście ". To taki mało apetyczny prezent od przelatującego ptaszka. Wokół ani jednego drzewa a on tak na mój kaptur. Bllleee. Ale szczęście się do mnie i tak uśmiechnęło bo znalazły się moje zagubione i poszukiwane od tygodnia wyniki badań lekarskich ( tych pierwszych ). Nie było jak porównać  z obecnymi. A co ja się ich naszukałam to wiedzą życzliwi. Odebrałam od krawcowej bluzki po przeróbkach i całkiem nieźle wyszły. Mam pięć nowych bluzek całkiem nie noszonych za 40 zł. Były albo zwężane albo poszerzane na intencję rozmiaru mojego biustu. Ja wielkich miseczek nie noszę ale obwody mam spore. Stanika jeszcze nie mierzyłam ale obiecuję zdać relację. Poszczęściło mi się też w zakupach różnych dmuchanek do basenu. I choć dzień dość udany to noc była przespana tylko przez dwie godziny. Poszłam spać około północy a od drugie już nie spałam i nie zasnęłam. Przez to dzień mam mało kumaty z niewyspania.
Nie dosyć że jestem cały dzień senna to jeszcze dostałam apetytu i cały dzień ruszałabym szczęką. Ale mój organizm jest na tyle mądry że woła co trzy godziny. Zjadłam dzisiaj w ten sposób trzy śniadania, obiad, podwieczorek i kolację. Na słodkie tez mam ochotę ale zmyliłam przeciwnika jogurtem.
Nie wiem czy to wpływ spadającego z nieba " szczęścia ", czy poprostu udany dzień. Na wszelki wypadek wstawiam ostrzeżenie


Dodaj komentarz